Szukaj na tym blogu

niedziela, 1 czerwca 2014

Każdy ma taki świat, jaki widzą jego oczy.

/Jose Saramago/ 
Dziwny  był ten  tegoroczny maj.
Najpierw upały, potem wcześniej niż zwykle Zimna Zośka,  deszcze, a na koniec zimno i mokro. Najpiękniejszy miesiąc przeszedł  bezbarwnie i jakby niezauważalnie. 

W ogrodzie wprawdzie kwitło, ale deszcze, chłód,  plaga mszyc i ślimaków sprawiły, że rośliny nie były tak  nie  efektowne.


Ślimaki to istna plaga. Jest ich tyle,że  można z nimi walczyć tylko środkami chemicznymi. I jest to walka, która nie kończy się porażającym zwycięstwem. Jedna giną, a na ich miejsce na drugi dzień w innych miejscach pojawiają się nowe. Setki!



Mszyce z kolei zawsze zwalczałem środkami  domowymi. Oprysk „gnojówką”z pokrzyw, czy  też mlekiem, w tym roku nie skutkował. Trzeba było sięgnąć po środki chemiczne. I jeszcze ta stonka na ziemniakach.



Jakby tego było mało to jeszcze ta dzika zwierzyna. Środek miasta, a tu zwierzyniec. Bażanty, piękne koguty, upodobały sobie na warzywniaku sałatę.  Lisy nie wiadomo dlaczego grzebią na poletku posadzonej cebuli, kapusta poskubana przez nie wiadomo kogo. Kilka kun  skutecznie odgoniła ptaki,tak  żadna budka lęgowa jest nie zamieszkała, a owoce które  zimą w inne lata znikały z krzewów, tym razem pozostają do tej pory. Przechadzający się tchórz ze swoim efektownym ogonem i kilka, doliczyłem się 8, kotów z sąsiedztwa to reszta tego zwierzyńca.


Jeże, skromne i ciche  żyją sobie gdzieś w ogrodzie i trzeba sporo zachodu by je wypatrzyć, trudniej niż szybkie kuny. Giną jednak bardzo często na drodze pod kołami samochodów. Tylko w ostatnim tygodniu na ulicy spotkałem trzy rozjechane przez samochód. Zastanawiam się, czy to tak trudno na drodze te stworzenia ominąć?
A krety?
Do tej pory  nie ma ich? Szkoda!