Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 10 lutego 2014

Nikt nie tańczy na trzeźwo, chyba że oszalał
przysłowie łacińskie 

Nadszedł czas degustacji nalewek. Wcześniej już, bo na święta Bożego Narodzenia  była rodzinna degustacji dereniówki. Jest wyborna w smaku, klarowna o amarantowym kolorze. Doskonała i ta z przepisu sąsiada i ta z syropu z derenia. Po porostu królowa nalewek. 
Treraz degustowaliśmy żenichę kresową. Wprawdzie jeszcze nie dojrzała, ale spróbować trzeba.
Żenichę zrobiłem po raz pierwszy wg  przepisu Haliny Mamok Rodzinne grono oceniło   jednoznacznie jako bardzo dobrą .  Smak: jedyny w swoim rodzaju. Kolor jasny bursztyn, aromat  taki oryginalny i trudny do określenia z przebijającym  nieco smakiem rumianku, a więcej mięty. Nikt z degustatorów nie zgadł z czego była robiona. Smakowita, pyszna,  mocna i zarazem bardzo łagodna w smaku, doskonale rozgrzewa. Musi jeszcze trochę musi postać.
Muszę dodawać do nalewek  mniej miodu bądź cukru, niż jest w przepisach.
Może to kwestia gustu, ale zarówno wyśmienita dereniówka, nalewka z brzoskwini czy pigwowca i teraz  z dzikiej róży sa po prostu za słodkie. I  zauważyłem, że  im dłużej stoją tym bardziej są słodkie.

W następnych nastawach dodam, jak w żenichach kurpiowskich nieco płatków różanych, zobaczę jak to wpłynie na smak trunku, na jego aromat.