Szukaj na tym blogu

sobota, 25 stycznia 2014

Wirydaże.
O wirydarzach już było,  ale długie jesienno-zimowe wieczory sprzyjają grzebaniu  nie w ogrodzie, ale  za nowymi  wiadomościami.

Wirydarze z łaciny  od zieleności są zwane
a to są ogródki małe, w których ziółka albo drzewa,
chociaż też i oboje zostały posadzone,
aby zielonościa swoja czyniły lubość i rozkosz.

Tak przedstawiono je w Słowniku języka polskiego Samuela Linde z 1814 r.
A Słowianie od najdawniejszych czasów lubili otaczać swoje pomieszczenia roślinnością, zielenia, a nawet najubożsi stawiali tuż obok swych domów pasieki, zasadzali drzewa i kwiaty niby dla pszczół,a w rzeczywistości zaś i dla własnej przyjemności, a to już  starano się jednakże ukrywać.
Przełom nastąpił za sprawą zakonników sprowadzonych
w wiekach średnich z Francji i   z Włoch.
Zaczęli oni przy klasztorach  zakładać ogrody, z czasem nazwane wirydarzami, od łacińskiego veridis – zielony. Im też oprzypisuje, że jako pierwsi sprowadzili na polskie  ziemie  inne wytworniejsze owoce, a jeszcze później stało się to za sprawą królowej Bony. Za sprawą Królowej  z Włoch do kraju jej męża  trafiły warzywa - wpierw marchew, pietruszka, seler i por. Po pewnym czasie zaczęto je nazywać włoszczyzną właśnie ze względu na kraj, z którego przywędrowały na polskie stoły.  A Bona stopniowo  sprowadzała coraz więcej warzyw które były coraz chętniej jedzone, a to: pomidory, brokuły, kalafior, sałata czy szpinak,.
Przyklasztorne  wirydarze piękniały.
Wkrótce zaczęły opuszczać  klasztorne mury i poczęły pozostawać przy domach możniejszych osób.
Zakładano: wirydarze – ogródki małe, wirydarzyki jeszcze mniejsze głównie z uprawą ziół leczniczych i kwiatów,  dziardyny okazalsze z drzewami i krzewami formowanymi w sposób kunsztowny, z walorami architektonicznymi w myśl ówczesnych kryteriów piękna.
Z czasem w XVIII w. na dworach zamkowych i szlacheckich  zarzucono staroświeckie wirydarze i dziardyny.  Powstawały modne, symetryczne ogrody, w których stawać zaczęły posągi, albo ich kopie rzeźbione w drzewie, pojawiły się sadzawki , altany ….  i angielskie ogrody.

A wirydarze nadal pozostały w klasztornych murach, u zaściankowej szlachty i bogatszego chłopstwa, z czasem stając się bardzo popularne  będąc przy każdym domu, a uprawiano w nich zwykle zioła i kwiaty. 


Zwykle rosły  w nich: majeranek, bazylia,  szałwia, ruta, fíołki, goździki, lilie, róże, kosaciec, boże drzewko  /bylica/, rozmaryn, lawenda, ...
Mijały wieki.
Zawieruchy wojenne, czasy względnego pokoju, niepokoje społeczne...
Wirydarze się ostały. Zmieniała się tylko moda. Są do dziś i może o tym nie zawsze wiemy, że są przy naszym domu właśnie wirydarze. Pełne kwiecia, ziół i innej zieleni.


Szukałem tego w Paryżu, szukałem w Berlinie i Rzymie, 
A to za oknem było i miało polskie imię.
Myślałem że to potęga, świat nowy, nowe dzieje,
A to ogródek wiejski, co się kwiatami śmieje.
A to groszek pachnący, georginie i malwy,
Wymalowane słońcem w proste, włościańskie barwy.
Teraz kołysz się, kołysz, nierozumna głowo,
Że w ogródku niebiesko i płowo, i różowo.
Szukałem tego pogonia - niecierpliwie, proroczo,
A to mi z paru grządek ukazało się oczom.
Będę jeszcze w New Yorku, będę w Moskwie i Hadze,
Da Bóg, to i o Tokio, to i Tokio zawadzę.

/Julian Tuwim/